Dienstag, 3. November 2009

Oczekiwania czas zakończony!

Dziś o 1:24 przyszedł na świat nasz mały-wielki Junior, ważąc 4190 g i mierząc 56 cm. Najwyraźniej dobrze się czuje w domowych pieleszach. Prawie Czterolatka zachwycona i bardzo dumna:)

Freitag, 23. Oktober 2009

Planowanie

Nie ukrywam, że lubię mieć wszystko zaplanowane. Na karteluszkach spisuje rzeczy do załatwienia, wieczorem układam plany na następny dzień czy nawet tydzień. Jedynej rzcezy, której nie planuję to urlop - tutaj potrafię zmoblilizować się w chwilę i być gotowa do wyjazdu.
Tym bardziej dokuczliwy jest dla mnie stan zawieszenia, w jakim już byłam cztery lata temu - nie wiem co będę robić za godzinę, czy jutro o tej samej porze. Nie wiem, kiedy Junior zdecyduje, że jest gotowy na opuszczenie swego lokum. Ciągle mam poczucie, źe muszę zrobić mnóstwo rzeczy ZANIM Junior wyjdzie na świat. Tak jakby jego nadejście oznaczało koniec mojego świata. Co za bzdura, przecież będę mogła nadal planować (ograniczona dziećmi ale jednak) i robić to, co w najbliźszym czasie musi być zrobione. Skąd więc to poczucie, źe muszę załatwić tyle rzeczy już teraz? Nie wiem, ale odhaczanie listy daje mi wewnętrzny spokój. Moja statyczność i wręcz kompletna nieruchliwość ograniczają mnie chyba bardziej niź godzina zero, więc zdana jest na pomoc innych. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak to będzie, gdy będę mogła się normalnie ruszać. Tak samo jak i przed nadejściem Prawie Czterolatki nie potrafiłam sobie wyobrazić źycia z nią, tak teraz zupełnie obce jest mi wyobrażenie życia z Juniorem. Tak jakbym jeszcze nigdy nie była matką. A z drugiej strony pewna jestem, że gdy już będzie, to wszystko potoczy się swoim rytmem.
Cierpliwości mi nie brak, spokoju teź nie, tylko muszę popracować nad przemożną chęcią planowania:)

Dienstag, 6. Oktober 2009

Powrót

Powrót nastąpił bez problemów. Drobny kamuflaż w postaci bluzy na sobie i bluzy przełożonej przez rękę oraz skierowanie się do okienka z przystojnym Portugalczykiem, pozwoliły uniknąć wszelkich niewygodnych pytań. Pan nawet nie zauważył mojego wielorybiego brzucha. Uuuuuffff! Prawie Czterolatka z rutyną zbieracza mil lotniczych zniosła oba loty, zadając szacunkowe kilkaset pytań (tym razem na tapecie był m. in. mur berliński) oraz rozwiązała pełny zeszyt zadań. Po dotarciu do domu pozałatwiała najważniejsze sprawy, takie jak przegląd zabawek, i ok. 1 w nocy poszła spać. Ponad dwudziestostopniowa amplituda nieco nas wystraszyła ale zdążyliśmy się przyzwyczaić do niemieckiej jesieni. Ogarniam powolutku ogrom zaległości z Prawie Czterolatką przy boku. Na razie nie jest źle.

Dienstag, 29. September 2009

Praca i ostatnie dni

Przez kilka dni nie dawałam znaku życia, więc czas nadrobić zaległości. Zeszły piątek był dniem sukcesów. Ale po kolei. Trudno się umawiac z Portugalczykami. Nie potwierdzają spotkania, nie podają konkretnej godziny ale w efekcie końcowym zawsze się zjawiają. My jednak przyjmujemy postawę niewiernego Tomasza i nie wierzymy, póki nie zobaczymy. Tak było z naszym zepsutym piecykiem gazowym. Niejaki Pedro próbował kilka razy naprawić owo ccudo portugalskiej techniki, konsultując się z niejakim Carlosem. Jako że nasz portugalski, nawet wzięty do kupy, nie wystarczał na zrozumienie ich dyskusji, wiedzieliśmy jedynie, że naprawią, ale nie ma części i tyle. Tak więc czekaliśmy na Carlosa jak na zbawienie. W piątek Carlos przybył, z tajemniczą częścią. I naprawił. Podczas gdy Carlos walczył z piecykiem, podjechała cieżarówka. To był efekt naszego zamówienia, złoźonego jakieś półtora tygodnia wcześniej. Pojechaliśmy zamówić drewno. Na wielkiej działce zawalonej drewnem zastaliśmy jedynie panią w średnim wieku, władającą tylko portugalskim. Skoncentrowałam się i uźyłam całej mojej wiedzy, by z nią się dogadać. Zamówiliśmy drewno do kominka i ustaliliśmy, źe dostawa w październiku to zdecydowanie za późno, bo 2. przecież wyjeżdżamy. Pani dokonała notatek i zrozumieliśmy, że ktoś do nas zadzwoni. Faktycznie w czwartek wieczorem ktoś dzwonił, czego nie słyszeliśmy. Za to w piątek nadjechała wyźej wymieniona cieżarówka załadowana do pełna drewnem dębowym. To nie było wszystko! Okazało się, źe to jedynie część z zamówionych 10 m3. Trochę wystraszyliśmy się czy nasza szopka pomieści te ilości, a M. zaraz zabrał się za rąbanie swoją nową fińska siekierą. Sobota była troszkę chłodniejsza i pochmurna - idealny dzień na rąbanie i układanie drewna. Skończyliśmy w niedzielę, zapełniając całą szopkę. A potem wybraliśmy się na plażę. Po drodze zmieniliśmy plany, chcąc wypróbować jedną z wielu nieutrwadzonych dróg na wybrzeżu. Nieźle się wytrzęśliśmy, ale dojechaliśmy tam, dokąd planowaliśmy! Szkoda, źe nie mamy samochodu z napędem na cztery koła, moglibyśmy zaspokoić naszą ciekawość i przejechać niezliczone drogi w porastających wybrzeże lasach i krzewach. Dla mnie ten dzień okazał się zbyt męczący i od niedzieli właściwie tylko leżę. Wystraszyłam się, że Junior, mimo źe bezimienny, wcześniej wybierze się na świat. Zwłasazcza, że noce są bardzo ciężkie i juz tęsknie za łóżkiem wodnym. W normalnym łóźku nie jestem w stanie znaleźć ani jednej pozycji, w której jestem w stanie leźeć, a samo zmienianie pozycji to koszmar.
M. pracuje nadal - maluje, buduje, podłącza. A my wczoraj wykąpałyśmy się w oceanie. Prawie Czterolatka szaleje niewyobrażalnie, nie przeszkadzają jej fale, zalewające twarz ani słona woda. W basenie też próbuje ćwiczyc samodzielne plywanie, ale tutaj trudno przełamac jej lęk. I dobrze, źe wczoraj się wykąpałyśmy, bo dziś jest pochmurno (choć nie zimno) a właśnie mieliśmy sporą burzę z ulewą. Deszcz się przyda, nie narzekamy.
Trudno uwierzyć, źe zostało nam jeszcze kilka dni do powrotu. Trudno będzie się nam przestawić na jesienną aurę, ale ja chyba będę spokojniejsza w domu.

Mittwoch, 23. September 2009

Odwiedziny i upał

W poniedziałek przyleciała do Faro nasza niania-cud czyli moja kuzynka i mama chrzestna Prawie Czterolatki. B. przyleciała do Faro ze sporym opóźnieniem,
jej pobyt na lotnisku w Luton się nieco przedłużył, bo podobno nie doleciał pilot? Jego dziewczyna miała wypadek?! Zastanawiamy się czy to kolejna wyszukana wymówka izidżeta? Nieistotne, B. przyleciała. A my w drodze po nią znów załatwialiśmy sprawunki w markecie budowlanym. Czy to kiedyś się skonczy? Podczas gdy M. poszukiwał kolejnych rur i innych śrubek, ja zatsanawiałam się czy istnieje możliwość przedziurawainia brzucha? Niezwykle ruchliwy Junior przechodzi samego siebie do tego stopnia, że zaczynam się zastanawiać czy nie obkleić brzucha taśmą. Bo że on nigdy nie śpi, to jestem pewna.
Lotnisko w Faro położone jest u skraju Rii Formosy - tworzącej ogromną deltę, przypominającą podczas odpływu Everglades. Do plaży można dotrzeć dopiero po przejechaniu mostu nad ową rzeką. Wtedy dopiero dociera się do wąskiego pasa lądu dzielącego rzekę od morza. Bezkresna piaszczysta plaża ciągnie się jak okiem sięgnąć. Tak więc B. w pół godziny po wylądowaniu moczyła nogi w oceanie.
Prawie Czterolatka przeżyła eksplozję szczęścia. Mama i tata się nie liczą. Bawi się z B., je obok B., śpi z B. Rodzice się cieszą:) Miejmy nadzieję, że B. również. Wczoraj upłynęło na kreatywnych zabawach z B. - malowanie akwarelami i kredą, nawlekanie korali, kąpiele w basenie, budowanie z piasku itd. Ukoronowaniem dnia była krótka wycieczka na naszą plażę zakończona kąpielą w wielkich falach oceanu. Oczywiście nieplanowaną. Ale Prawie Czterolatka była tak zachwycona, że nawet jej mokra twarz nie przeszkadzała. Dziś właśnie też plażuje z B., a jak korzystam ze spokoju i nadrabiam zaległości domowo-komputerowe. A M.? Montuje nowe lampy, maluje deski, naprawia jakieś nieznane mi urządzenia.....
Miało być jeszcze o upale - dziś kolejny bezchmurny dzień. Termometr wskazuje 30 st., a ja siedzę w chłodnej kuchni i mi bardzo przyjemnie - przezornie założyłam tylko bikini. Na dworze nie da się wytrzymać:)

Sonntag, 20. September 2009

Skorpion, izolacja i brak chmur

Wczoraj znów spędziliśmy niemal cały dzień na zakupach. M. ciągle kupuje jakieś rurki, śruby, pędzle i inne cuda. Kiedy on to wszystko zdąży zainstalować? Na razie w ciągu dwóch popołudni założył izolację na dachu. Okropna robota, cieszę się, że moja działka polegała na opiece nad Prawie Czterolatką. Która, nota bene, koniecznie musiała wejść na dach a nawet w przestrzeń między dachówkami a stropem. Ale teraz wieBlocksatz, jak tam wygląda.
Pracy w ogrodzie też sporo, trochę próbowałam pomóc M. w wyrywaniu chwastów, ale niestety nie skończyło się dla mnie najlepiej, więc znów leżę na leżaku i denerwuję się, że nic nie mogę robić.
Gdy nie leżę, nieustannie podejmuje próby zrobienia czegokolwiek i taki tylko z tego pożytek, że znalazłam skorpiona. Tuż przed wejściem z tarasu do pokoju dziennego. Na szczęście nieżywego. Ale świeżo nieżywego. Stałam się trochę bardziej podejrzliwa. Jako że nie pasują mi już żadne buty, nawet crocsy nie bardzo, chodzę ciągle boso. Hmm....
Brak chmur mieliśmy dziś, absolutnie turkusowe, bezchmurne niebo. I lekki chłodnawy wietrzyk. Świetna pogoda. Podczas gdy M. i Prawie Czterolatka korzystali z wielgachnego odpływu i zwiedzali niedostępne normalnie plaże, wreszcie zaczęłam przerabiać dale kurs portugalskiego, który wzięliśmy ze sobą.
Tylko jedna sprawa stoi w miejscu, jak stała - obawiam się, że nasz syn albo zostanie bezimmienny albo dostanie jakiekolwiek imię, by mu tego losu zaoszczędzić.

Mittwoch, 16. September 2009

Codzienność

Ale dziś upalnie! Słonko mocno grzeje, 28 stopni wygoniło nas do domu, żeby odsapnąć. Za to wczoraj mieliśmy trochę chmur. Ale to nie przeszkadza Prawie Czterolatce moczyć się ciągle w basenie. Pływa w pływaczkach ale podejrzewamy, że niebawem się przełamie i zacznie sama pływać. Kilka dni temu, jak zwykle z tatą zrolowała folię pokrywającą basen, przebrała się w strój i pomaszerowała pod prysznic. Potem jak zwykle po schodkach szybciutko do wody i płynie. TYLKO źe zapomniała o pływaczkach. Przewrażliwiona mama spytała gdzie ma pływaczki i wtedy Prawie Czterolatka zreflektowała się i przestała pływać. A widać było że sobie radzi.
Wczoraj nadeszła paczka, wysłana przez nas dzien przed odlotem. Z wielkiego kartonu zrobiliśmy domek a Prawie Czterolatka ozdabia go farbkami. Z moją pomocą naturalnie. Robimy zadania, chodzimy na spacery, huśtamy się ale bardzo przydałoby się Prawie Czterolatce towarzystwo, najlepiej siostra bliźniaczka. Tylko skąd ją wziąć?